Towarzystwo
Działalność
Aktualności - Plany
Kronika
Archiwum
Władze i Statut Towarzystwa
Nagroda Towarzystwa
Komunikaty, formularze
Nasi sponsorzy
Oświadczenia, wystąpienia i uchwały
Kontakt
   Kronika - Historia towarzystwa

Zapraszam do zapoznania się z artykułami Członka naszego Towarzystwa

płk w stanie spoczynku dr. Mieczysława Starczewskiego:


Artykuł:

"Trzecie Powstanie Śląskie"

 

Treść artykułu - do pobrania (pdf)



 

Artykuł:

"Powstanie i działalność wywiadu w Okręgu Śląskim  OOB-ZWZ-AK."

 

Treść artykułu - do pobrania (pdf)

 



 

Artykuł:

Geneza i działalność Związku Walki Zbrojnej - Armii Krajowej na  Śląsku.

Autor - płk w stanie spoczynku  dr  Mieczysław Starczewski

 

Opracowanie  poświęcone jest genezie, powstaniu i działalności ZWZ-AK w Okręgu Śląskim. Uwagę skoncentrowano na wykazaniu, że żołnierze AK odnotowali wiele sukcesów w walce z okupantem, które świadczyły niezbicie - wbrew propagandzie hitlerowskiej - że Śląsk był i pozostał Polski. Wielu Ślązaków za udział w tej walce zostało odznaczonych, ale o wielu zapomniano, zwłaszcza tych którzy zginęli lub zostali zamordowani przez okupanta. Przedstawiono odznaczonych Krzyżem Virtuti Militari i Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami, zaś selektywnie Krzyżem Walecznych, Srebrnym i Brązowym Krzyżami Zasługi z Mieczami.

Żołnierze AK Okręgu Śląskiego prowadzili walkę na wszystkich odcinkach przez całą okupację, począwszy od propagandy, sabotażu, dywersji, wywiadu a skończywszy na działalności bojowej. Zapłacili za nią bardzo wysoką cenę, bo zginęło lub zostało aresztowanych od 8-9 tys. członków. Wnieśli znaczący wkład w powstanie, rozwój i działalność Polskiego Państwa Podziemnego na tym terenie, zaś wykonywane przez nich akcje sabotażowo-dywersyjne i inne cecho­wała godna najwyższego uznania dbałość o bezpieczeństwo ludności cywilnej, narażonej ze strony okupanta na represje. Systematyczny sabotaż, permanentna dywersja uderzały w system gospodarczy III Rzeszy i przynosiły poważne straty materialne (m. in. dokonano po­nad 250 różnych akcji kolejowych). Nie tylko zakłócali funkcjonowanie gospodarki, ale też hitlerowski system bezpieczeństwa (zlikwidowano nie mniej niż 300 funkcjonariuszy policji kryminalnej i SD, policji porządkowej Wehrmachtu itd. i około 500 ich zraniono). Tym samym wywoływali wśród Niemców poczucie niepewności, zaś strach u tych Polaków, którzy wysługiwali się okupantowi (zastrzelono nie mniej niż 50 agentów a ponad 100 wymierzono karę chłosty).

 

Szczególną rolę odegrali robotnicy, którzy walce nadali szeroki charakter, a z sabotażu w przemyśle uczynili jedną z najdokuczliwszych dla okupanta form oporu.

 

AK na tym terenie apogeum w rozwoju liczebnym i działalności sabotażowo-dywersyjnej i bojowej osiągnęła  w 1944 r., z tym iż od II polowy 1943 r. zdominował teren nocą (za wyjątkiem większych miast). Zarazem Okręg Śląski AK odgrywał dominująca rolę w walce z okupantem w ramach ziem wcielonych do III Rzeszy, zaś w sabotażu i wywiadzie czołową rolę w skali kraju. Jako pierwszy przystąpił. do przygotowań powstańczych, bo już w X 1939 r.

 

Uwagę zwrócono na działalność NKWD i polski, stworzony przez PPR, aparat bezpieczeństwa bezpośrednio po wyzwoleniu tego terenu Przystąpiły one do rozprawiania się z członkami Polskiego Państwa Podziemnego, głównie z AK. Motywacja represji była znakomicie ułatwiona, bo wielu Polaków zmuszonych zostało do przyjęcia Volkslisty i do służby w armii niemieckiej. Kto miesz­kał na tym terenie zmuszony był pracować głównie w zakładach zbrojeniowych lub na potrzeby wojska. Łatwo było przekonać i wprowadzić w błąd nawet najuczciwszego Polaka skierowanego do administracji i aparatu bezpieczeństwa, ale nie zorientowanego w specyfice tego obszaru, że ta ludność zdradziła Polskę i współpraco­wała z okupantem. Nie brakowało tutaj perfidii. Niestety, ale nieznajomość historii tej ziemi i jej mieszkańców doprowadziła do wielu krzywd i szkód. Administracja tu tworzona przez PPR nie wnikała w postawy jej mieszkańców w okresie okupacji i wcześniejszym oraz w powikłanie ich losów osobistych. Przybywano tu z utrwalonym stereotypem o jej współpracy z okupantem. Trudne problemy naro­dowościowe rozstrzygano zazwyczaj początkowo w sposób mecha­niczny i prostacki, bez najmniejszego zrozumienia dla miejscowych stosunków i bez wykorzystywania kompetentnych opinii. Jeszcze dzisiaj w rozmowach, nawet wśród historyków spoza tego obszaru, można usłyszeć stwierdzenie, że na Śląsku AK oznacza Afrika Korps. Opinia krzywdząca i nie do przyjęcia. Wielu jeszcze do tej pory nie jest zorientowanych, że na listę narodowościową wpisywano w wielu przypadkach wbrew stanowisku sterroryzowanego a podpis wymu­szano. W przypadku zdecydowanej odmowy kierowany był do obozu koncentracyjnego. Za pozorami lojalności wobec okupanta wielu podjęło z nim walkę w  sposób zorganizowany lub indywidualny. Prymitywizm ocen i stosowanie nieoficjalnego, ale podstawowe­go kryterium, czyli stosunku do władzy i ustroju komunistycznego, decydowały o losach mieszkającej tu ludności, zwłaszcza żołnierzy AK.

 

 

Pełna treść artykułu: do pobrania (pdf)



 

 

 HISTORIA TOWARZYSTWA

    W dniu 4 kwietnia 2007 roku upłynęło 18 lat od pierwszego zeb­rania grupy ludzi, którzy powołali do życia w stolicy Towarzystwo Przyjaciół Śląska. Jak można przeczytać w artykule twórcy To­warzystwa dr. Józefa Musioła, nie było to wówczas wcale takie proste, ani łatwe. Trzeba było bowiem przełamać aż dwie trudne bariery: niechęci ówczesnych władz do tego rodzaju stowarzyszeń oraz rezerwę jaką zwykle wykazują Ślązacy, kiedy chce ich się namówić do jakiegoś zrzeszania się. A jednak udało się. Może na pierwsze zebranie nie zwaliły tłumy, lecz wystarczy przestudiować listę uczestników oraz wybranych wówczas władz, aby się przekonać, że była to rzeczywiście śląska elita.

    W pierwszej prasowej relacji z rozpoczęcia działalności To­warzystwa, zatytułowanej „Służyć Ziemi Śląskiej" (Trybuna Opol­ska z l kwietnia 1989 r.) czytamy: Na inauguracyjne zebranie przybyło wielu ludzi z różnych sfer i pięter naszego życia społecznego, kulturalnego i politycznego kraju. Byli więc obecni uczestnicy powstań śląskich, poslowie, wybitni uczeni oraz działacze społeczni. Wśród nich między innymi twórca zespołu „Śląsk" prof. S. Hadyna, ostatni komendant AK na Okręg Śląski – gen. Z. Janke-Wałter, solistka Teatru Wielkiego w Warszawie, także wywodząca się ze śląskiej rodziny o patriotycznych tradycjach— Krystyna Szostek-Radkowa, aktor Franciszek Pieczka i popularna spikerka telewizyjna Krystyna Loska. Byli też obecni ministrowie i wiceministrowie, wybitni prawnicy wywodzący się ze Śląska, a także członek Biura Politycznego, sekretarz KC PZPR —Zbigniew Michałek(...) Towarzystwo chce skupiać łudzi nie tylko urodzonych na „czarnym" czy też „zielonym" Śląsku lecz wszystkich tych, którym z różnych powodów, drogi jest ten region Polski(...) jego glównym celem jest dobre i mądre slużenie Śląskowi(...) upo­wszechnianie wiedzy o ziemi śląskiej o jej problemach; kultywo­wanie tradycji i folkloru śląskiego a także krzewienie dumy z osiągnięć naukowych i kulturalnych Śląska i Ślązaków (...)
    Prowadzący zebranie Józef Musioł, wybrany następnie na prezesa Towarzystwa stwierdził, że z wiedzą o Śląsku i Ślązakach ciągle nie jest najlepiej. Bądź to pokutują niedobre uprzedzenia, bądź też po prostu króluje niewiedza przejawiająca się w tym, że nie zawsze nawet absolwent polskiej wyższej uczelni, potrafi wymienić daty wybuchu powstań śląskich. Powstań, w których po 600 latach oder­wania od Macierzy lud śląski dramatycznie walczył o powrót do Niej. Pokażcie mi gdzieś taki drugi lud?
    Po 18 latach istnienia Towarzystwa, z pewnym zażenowaniem, przychodzi nam skonstatować, że poziom wiedzy o Śląsku niewiele się zmienił. Do tego wiedza ta jest ostatnio coraz bardziej zamulana i przekręcana przez różnych, nie tylko domorosłych, interpreta-torów, by nie stwierdzić manipulatorów, z czym przychodzi wal­czyć Towarzystwu.
    Ze smutkiem też musimy stwierdzić, że z „pierwszego składu" Towarzystwa nie ma już wśród nas: Edmunda Jana Osmańczyka, gen. Zygmunta Janke-Waltera, dr. Henryka Tomiczka, płk. dr. Hen­ryka Klinika, twórcy Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk" prof. Stanisława Hadyny, prof. Pawła Nantki-Namirskiego, powstańca śląskiego Zygmunta Malinowskiego, dr. Juliusza Niekrasza, człowieka legendy Władysława Sali, Wilhelma Szewczyka, Anny Przyłuckiej-Orłowskiej, gen. Romana Paszkowskiego i wielu jeszcze innych. W ich miejsce przychodzą inni, także po to aby bronić dobrego imienia tych co odeszli. Świadczą o tym zamiesz­czone w tym Biuletynie oświadczenia: w obronie dobrego imienia EJ. Osmańczyka, czy też przeciw dezawuowaniu na łamach „ Gazety Wyborczej" obrony Katowic w 1939 roku.
Niby 18 lat to nie dużo, ale gdy popatrzy się na datę startu To­warzystwa, 4 kwietnia 1989 roku i zestawi się ją z l majem 2004 r., czyli wejściem naszego kraju do Unii Europejskiej, to trzeba przyznać, że przebyliśmy całą epokę. Oby przyszłość była szczęśliwszą dla Śląska i Ślązaków.
    Towarzystwo Przyjaciół Śląska bez wątpienia najbardziej koja­rzone jest ze „Ślązaczkami", czyli nagrodami przyznawanymi co­rocznie ludziom, którzy się wielce zasłużyli Śląskowi i Polsce. Ale także znane są cykle organizowanych spotkań: „Zrozumieć Śląsk", „Poznajemy siebie", czy „Śląskie biesiady", łączące upowszechnia­nie wiedzy o Śląsku, z przyjemnością spotkania się i spróbowania przepysznego śląskiego kołocza z Raciborza, który robi prawdziwą furorę w Warszawie.
    Przyznać też musimy, że tych osiemnaście lat więcej w życiorysach twórców Towarzystwach, wywołuje coraz częściej potrzebę rozglądania się za nową pokoleniową zmianą. Ona już nadciąga a z nią nadzieja na pomyślne nowe …naście lat Towarzystwa.

Pliki do pobrania:

- Spowiedź Prezesa. Jak powstało TPŚ
- Biuletyn1.pdf
- Biuletyn2.pdf
- Biuletyn3.pdf
- Biuletyn4.pdf
- Biuletyn5.pdf

- Biuletyn6.pdf

 

 

Wspomnienia Prezesa Towarzystwa Przyjacół Śląska o Franciszku Ranoszku

ODSZEDŁ OSTATNI Z RODZINY

     Reprezentował kombatantów polskich zamieszkałych w Afryce na Światowym Zjeździe Polskich Kombatantów II wojny światowej w Warszawie. W Warszawie, do której przybył w 1939 r., aby pzygotować się do studiów na Politechnice Warszawskiej. Tu zastała go II wojna światowa. Ochotniczo zgłosił się do obrony Stolicy. Gdy Kierownictwo Państwa ją opuściło znalazł sobie miejsce w opuszczonym budynku przy Alei Szucha nie wiedząc, że już wcześniej gestapo zaplanowało sobie ten obiekt na swoją siedzibę. Tam też niespodziewanie nad ranem został ujęty przez gestapowców i pobity. Nie ujawniając, że zna język niemiecki wykorzystywał rozmowy między tłumaczem a przesłuchującymi go gestapowcami i w ten sposób udało mu się wyjść cało z tej opresji.

         Mowa tu o FRANCISZKU, ANTONIM RANOSZKU, jednym z czterech synów nauczyciela Franciszka Ranoszka pochodzącego z Moszczenicy Śląskiej – obecnie Jastrzębie Zdrój. Był najmłodszym spośród czwórki dzieci Franciszka i Marii Ranoszków. Gerard, Karol – najstarszy, to absolwent Politechniki w Gdańsku, słynny pilot, obrońca polskiego nieba we wrześniu 1939 r. a później dowódca 307 Dywi-zjonu Nocnych Myśliwców Lwowskich Puchaczy RAF-u. Drugi w kolejności to Joachim – absolwent farmacji UJ. W drugiej wojnie światowej oficer w służbie zdrowia na Zachodzie. Trzeci – Ginter, po maturze obrał zawód żołnierza zawodowego i po ukończeniu w sierpniu 1939 r. słynnej Szkoły Orląt w Dęblinie jako podporucznik pilot po 17 września 1939 r. został zestrzelony przez Armię Czerwoną, a następnie ranny i osadzony w obozie jenieckim w Starobielsku. Jego los przypieczętowała zbrodnia NKWD, został zamordowany w 1940 r.
        Franciszek Ranoszek po klęsce wrześniowej przedarł się na Węgry, potem do Rumunii i zrządzeniem losu trafił do miejsca internowania polskiego rządu w Herkulane. Choć mógł tam dotrwać końca wojny podjął skuteczną próbę dotarcia do Francji, gdzie w 1940 r., jako żołnierz polski walczył w wojnie przeciwko Niemcom. Dalsza jego droga żołnierska prowadziła do Szkocji, potem do podchorążówki – szkolony na cichociemnego. Niezwykłe uzdolnienia spowodowały, że skierowano go do angielskiej akademii wojskowej, gdzie przeszedł specjalne przeszkolenie w zakresie, wówczas największej tajemnicy, radarów. Jako młody oficer obsługiwał radary sprzężone z artylerią przeciwlotniczą rozmieszczoną m. in. wokół siedziby rodziny królewskiej. Prawie codziennie spotykał młodą wówczas księżnę, a obecnie królową Elżbietę.

       Koniec wojny, dla braci Ranoszków nie zakończył wojennej odysei. Na czele z najstarszym bratem, znakomitym dowódcą, a w pewnym okresie i komendantem strefy okupacyjnej w Niemczech płk. inż. pilotem Karolem, na znak protestu przeciwko „sprzedaniu” Polski, i na dodatek pozbawienia polskich żołnierzy udziału w defiladzie zwycięstwa w Londynie, odmówili przyjęcia obywatelstwa brytyjskiego i wszyscy opuścili Wielką Brytanię obierając sobie za miejsce swego zamieszkania afrykański kontynent. Z tym, że wcześniej, jeszcze w mundurze, Franciszek Ranoszek odbywał studia w Londynie. Przeżywał niełatwe chwile w zupełnie obcym sobie miejscu, jakim był dla niego Johannesburg. Poznaje tam swoją przyszła żonę Marię Skowrońską, córkę zastępcy dyrektora Gabinetu Prezydenta RP – Mościckiego. Pracowitość i uzdolnienie, jakie cechowało wszystkich Ranoszków pozwoliło mu osiągnąć zupełnie dobry status ekonomiczny i społeczny. Utrzymywał żywy kontakt z Ambasadą RP w Pretorii, przy której uruchamianiu służył cenną radą i pomocą. Razem ze swoim starszym bratem Karolem, biznesmenem wspomagają Uniwersytet Warszawski w niezwykle cenne dzieła. Na tym Uniwersytecie ich stryj prof. dr hab. Rudolf Ranoszek był kierownikiem Katedry Wschodu Starożytnego – twórca filologii Wschodu Starożytnego.

     Kpt. inż. Franciszek Ranoszek od lat sześćdziesiątych przyjeżdżał do Polski, gdzie w Warszawie dwoje jego dzieci (Dorotę i Marka) bierzmował Prymas Polski Kardynał Wyszyński. Ostatnie lata Franciszka Ranoszka, szczególnie te po śmierci jego żony, to niemal dwukrotne odwiedzanie Polski w ciągu roku. Odwiedzał swoje i swoich braci miejsce urodzenia – szkołę podstawową w Wierzbiu, gmina Koszęcin, której kierownikiem był ich ojciec, który w II Rzeczypospolitej został inspektorem szkolnym w Tarnowskich Górach. Był wielkim entuzjastą Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny. Odwiedzał siedzibę tego Zespołu ilekroć jego droga prowadziła na Śląsk.

     Od lat utrzymywał serdeczne kontakty z Towarzystwem Przyjaciół Ślą-ska w Warszawie, na którego 20-lecie (29 kwietnia 2009 r.) specjalnie przyleciał z RPA. Często gościł w Jastrzębiu i Moszczenicę, skąd wywodzi się ród Ranoszków, odwiedzał również Żory, w których w 1938 r. ukończył Gimnazjum Klasyczne. Do końca życia znakomicie operował łaciną i greką. Interesował się wszystkim co dzieje się w Polsce. Był człowiekiem realnie myślącym o naszej polskiej rzeczywistości.

    Osobiście oddał mi niezwykłą przysługę w docieraniu do potomków polskich w RPA, gdy w tym roku, w czasie od 15 lutego do 15 marca 2009 r. przebywałem w tym państwie. To dzięki niemu trafiłem do polskiej Ambasady w Pretorii i przeprowadzałem rozmowy, między innymi na temat rocznicy lotów Dywizjonów Południowo-Afrykańskich z Rimini nad walczącą w Powstaniu Warszawą. Służył mi trans-portem, jako kierowca, mimo 89 lat, do odległego Nelspruit, gdzie mieszka wnuczka jednego z lwowskiej fali, oficera PSZ na Zachodzie, por. Czernego, kuzyna gen. Stanisława Maczka. To dzięki niemu wcześniej poznałem wielu polskich kombatantów, w tym rotmistrza Fuda-kowskiego, jednego z trzech adiutantów gen. Sikorskiego, kpt. Strzałkowskiego, jednego z dwóch oficerów, którym udała się ucieczka z sowieckiego obozu jenieckiego, Staszka Czubę, marynarza polskich okrętów podwodnych, między innymi słynnych „Strasznych Bliźniaków” – dwóch okrętów podwodnych, operujących skutecznie na Morzu Śródziemnym oraz ochraniających Maltę, wówczas niezwykle ważną bazę Aliantów, mgr. inż. arch. Andrzeja Romanowicza, współtwórcę pierwszego na świecie Pomnika Katyńskiego i wielu innych wspaniałych ludzi.

     Wielki patriota, Człowiek niezwykle odpowiedzialny, niezwykłej uczciwości i rzetelności. Nigdy nie obnosił się ze swymi wojennymi wyczynami, uważał, że to co robił było jego powinnością. Nie przywiązywał wagi do odznaczeń i wyróżnień. Kilka lat temu, mimo to, został mu nadany przez Prezydenta RP Krzyż Kawalerski Orderu Polonia Restituta. W tym roku kombatanci polscy z Południowej Afryki wydelegowali go na zorganizowany przez Urząd ds. Kombatantów Światowy Zjazd z okazji 70 rocznicy wybuchu II wojny świa-towej.

     Jest coś znamiennego, że na Zjazd ten przybył do Stolicy, której bronił siedemdziesiąt lat temu, i w której w dniu 20 września 2009 r. nagle zmarł. Zgodnie z decyzją jego dzieci ma spocząć tu, w Warszawie, na Powązkach, w kwaterze jego brata płk inż. pilota Gerarda, Karo-la Ranoszka. Los zrządził, iż nie doczekał, ten z długowiecznej rodziny Ranoszków, swoich dziewięćdziesiątych urodzin, które planował w Polsce na zjazd rodzinny.

Józef Musioł

     Copyright © 2007 - 2017 Towarzystwo Przyjaciół Śląska PAKIETY.pl / tworzenie stron www